Krótko(NIE)długo

Bieganie za własnym ogonem

Moja niemoc życiowa ponownie daje mi w kość. Czuję ją w wszędzie, powinnam ogarnąć w końcu wszystkie sfery swojego jakże niezauważalnego żywota. Ale jakoś nie jestem w stanie nad tym wszystkim zapanować. Przytłacza mnie przeszłość, teraźniejszość ignoruję za to przyszłość mnie przeraża.

Przynajmniej raz na kwartał mam stan „wszystko chcę i wszystko ogarnę do… (i tu wstaw dowolną datę)” Kumuluję wtedy siły, biegam za własnym ogonem, z planerami, kalendarzami, kartkami, aplikacjami (znam tego tyle, że najwięksi specjaliści od organizacji czasu pracy by się zdziwili) w każdej coś notuję, zapisuję wykreślam kumuluję, i tak przez tydzień max dwa…. Po czym nadchodzi kopniak od istoty zwanej losem i wszystkie plany te skrupulatnie zanotowane zaczynają się walić, i to dosłownie.

A ja w swym nieogarnięciu pozwalam na to… wszystko toczy się swoją lawiną, po czym nastaje dzień dedlajnu i mam kolejny kopniak ale tym razem od rozsądku i sama sobie wtedy wyrzucam:
– „jak byś zrobiła to, to i to , to już była byś tu i tu maiła to, to i to”
– „gdybyś ruszyła dupę wtedy to zamiast jęczeć teraz już by było zrobione”
– „znowu dałaś ciała, nie skupiłaś się i znowu wyszło na odwal”
– „…”

W tedy zadaje sobie pytanie, jak ci wszyscy ludzie dają sobie radę z własnym życiem? Jakim cudem udaje im się być idealnymi, matkami, ojcami, uczennicami, pracownikami miesiąca, fit laskami jedzącymi pizze czekoladą zapijaną?

Jak do jasnej ciasnej im się to udaje? Przecież wszyscy mamy tylko 24 godziny gdzie 1/3 tego czasu spędzamy w pracy, 1/3 powinniśmy przesypiać, a pozostałe 8 godzin zabiera nam dojazd do pracy, zakupy, prace domowe, ….

Skąd oni biorą na to wszystko czas i energię?

Pamiętam czasy liceum gdzie wszystko było proste i nie skomplikowane, pamiętam jak w ciągu godziny potrafiłam się spakować na 2 tygodniowy wyjazd pod namiot, jak w tej sekundzie potrafiłam wyjść i pojechać stopem do Wrocławia bo akurat tam odbywała się jakaś większa impreza z udziałem moich znajomych…

Z tym, że wtedy było inaczej nie obowiązywały mnie żadne ramy czasowe, nie musiałam patrzeć na zdrowie, ważne było abym to ja miała to czego chcę.

Dziś tak nie jest dziś zwracam uwagę na konwenanse, wiem że muszę pracować, wiem że nie mogę pochopnie niczego robić bo może mieć to zgubny wpływ na mój zasób gotówki w danym miesiącu…. Ja po prostu to wszystko wiem i przez to że wiem jestem jak z tego powiedzenia:

„wszyscy mówią, że nie da się tego zrobić, po czym przychodzi ktoś kto tego nie wie i to robi”

Z tego wniosek, że czasem warto nie wiedzieć.