Krótko(NIE)długo

Nostalgicznie o życiu i śmierci

I nadchodzi taki dzień, że wszędzie widzisz nekrologi i dopiero to każe Ci się zatrzymać i pomyśleć.

Stop.

Zdajesz sobie sprawę z tego, że życie masz tylko jedno w momencie gdy wchodząc na Facebooka zamiast zwykłych aktualności widzisz same „nekrologi”. Kolejny aktor, kolejna gwiazda, kolejny piosenkarz odchodzi w czasoprzestrzeń. Na moje marne życie nie ma to większego wpływu dopóki się nie zastanowię…. I nagle do mnie dochodzi, że oni życie wygrali. Osiągnęli to o czym ja marzę całe moje już dorosłe życie.

Uderzyło mnie obuchem, że marnuję każdą minutę tego daru jakim jest moje własne życie którego nikt za mnie nie przeżyje. Codziennie czekam na szansę od losu, na to że stanę się sławna, że wygram miliony złotych w lotto, że w końcu wszystko to co mogę/ chcę osiągnąć się ziści. Niestety nie iści się.

Zatrzymałam się i pomyślałam, ale czy to coś zmieni? Czy nagle wyprostuje wszystkie zapętlone w czasie problemy? Nie, nie wyprostuje, nie pomoże dopiero jakiekolwiek działanie pomoże. Codzienny ciężki wysiłek nad tym żeby wszystko w końcu zaczęło działać, pracować.

I w takim dniu pełnym śmierci zaczynamy sobie obiecywać, że ten dzień będzie ostatni który był „zły” ostatnim w którym nie przybliżyłam się do realizacji swoich marzeń i celów, ostatnim który był jak każdy poprzedni. Ostatni.

Po czym przychodzi poniedziałek pierwszy dzień w pracy po urlopie, zatracasz się w obowiązkach, zatracasz w zaległościach i odliczasz godziny do końca dnia. Po czym wracasz do domu, karmisz zwierzaki jesz kolację 3 razy większą niż normalnie bo w pracy nie było kiedy zjeść. Po czym stajesz na wadze przed lustrem i widzisz, że z twoich postanowień o lepszym życiu uleciało właśnie powietrze bo jedyne czego chcesz w tym momencie to nie praca, nie spełnianie marzeń tylko sen w którym wszystko jest tak jak być od zawsze powinno, ale czy tak powinno być?