Life(NIE)style

Przygody w ZTM

Jako warszawski słoik często podróżuje przez Warszawę komunikacją miejską, a że mieszkam tu już parę lat to mam na swoim koncie kilka przygód z „Kanarami”.

Ostatnia miała miejsce tuż przed Wszystkimi Świętymi, gdy nie zwróciłam uwagi na to, że moja karta miejska utraciła ważność w nocy poprzedniego dnia.

Rzadko jeżdżę na gapę z reguły nieświadomie, ale nie mniej zdarza mi się to. Zwyczajne roztargnienie czy skleroza powodują, że narażam  się na dostanie kary czyli 200 zł mniej do wydania na czekoladę i kawę w miesiącu.

Środowa przygoda z „Kanarem”

Jechałam KM-ką rano do pracy nie zdążyłam przejść na czoło pociągu aby kupić bilet.

Idąc w stronę czoła pociągu zaczęłam słyszeć te standardowe i złowieszcze piknięcia sprawdzające karty miejskie. „SIC!” Klnę sobie w myśli, jak nic dostanę karę, bo przecież kontrolerzy w tych pociągach są uparci i nie do przekonania! (Tak czytałam słyszałam i przeżyłam wcześniej na własnej skórze).

Pikanie jest coraz głośniejsze i nagle ja i Pan konduktor wchodzimy w tym samym czasie do przedziału „Bileciki do kontroli proszę!” – standardowo krzyczy kanar. Ja przyspieszyłam kroku i mówię cichutko „Dzień dobry. Mogę kupić bilet?”. Kontroler się zaśmiał i mówi „Jeżeli Panią stać na kupienie biletu na miejscu to nie ma problemu” – czyli jednak mandacik myślę sobie ale nadal zgrywam idiotkę:

–  to ja proszę w takim razie o bilet do Wschodniej normalny.

–  gdzie Pani wsiadała?

–  Warszawa Anin – mówię i wyciągam 10 zł z portfela aby zapłacić za bilet i  wtedy słyszę śmiech konduktora i tekst:

–  Tyle to Pani nie starczy bo u mnie bilety w takich momentach zaczynają się od 170 zł

–  Ale ja nie mam teraz tyle! – i w tym momencie pociąg się zatrzymuję, a ja zaczynam wierzyć w to że może los nade mną czuwa 🙂

Kanar wyszedł sprawdzić czy wszystko w porządku do przejścia pomiędzy przedziałami, a ja poszłam tuż za nim licząc, że nikogo oprócz mnie i konduktora tam nie będzie.

Udało się! Ja i kontroler w cztery oczy. Zaczęłam się zastanawiać jak przekonać tego Pana aby mi nie wlepiał mandatu tylko wydrukował normalny bilet do Warszawy. Standardowa prośba o dowód spowodowała u mnie nagłe zbladnięcie, na szczęście tą zmianę w kolorze mej skóry zauważył kontroler.

 – Pani się tak nie denerwuje 🙂

Po chwili okazało się, że Pan konduktor wcale nie miał w planie wlepiać mi mandatu tylko tak się zemną droczył 🙂 Wystawił mi zwykły bilet do Warszawy, a ja odetchnęłam z ulgą. Naśmiewał się zemnie jeszcze przez chwilę bo chyba wyglądałam jak 7 nieszczęść.

– Tylko niech Pani teraz udaje, że dostała ten mandat – Powiedział kanar na pożegnanie i wszedł do przedziału dalej sprawdzać bilety.

Nauczka na przyszłość

Każdemu z nas zdarza się wsiąść do pociągu, autobusu czy tramwaju i nie skasować biletu (jeżeli ktoś mówi że zawsze bilet kasuje to kłamie). Ja w swoim życiu musiałam zapłacić 2 kary za brak ważnego biletu, a ta środowa miała być trzecia – na szczęście nie była. Kontroler mógł postąpić inaczej, zgnębić mnie tak, że żałowała bym, że żyje (widziałam już takie przypadki, nawet interwencja współpasażerów nic nie dawała).

Moja środowa przygoda pokazała mi ludzkie oblicze kontrolerów, którzy nie zawsze są tacy źli jaki ich malują 🙂